Wyścig, by rzucić błoto na zarzuty byłego dyrektora Narodowego Centrum Antyterrorystycznego Joe Kenta dotyczące wojny z Iranem, ma „niepokojąco znajomy" charakter, według jednego z byłych wysokich urzędników Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.
Kent podważył publiczne powody prezydenta Donalda Trumpa do wojny z Iranem, rezygnując ze swojego stanowiska. W liście rezygnacyjnym Kent stwierdził, że Iran „nie stanowił bezpośredniego zagrożenia", czyniąc Trumpa kłamcą w świetle jego oświadczeń, że USA działały w samoobronie.
„Prezydent musi wykazać, że niebezpieczeństwo było realne, pilne i nie pozostawiało czasu na deliberację" – powiedział w analizie iPaper Miles Taylor, były szef personelu w Departamencie Bezpieczeństwa Krajowego USA. „Dlatego kilka godzin po rozpoczęciu ofensywy (Iranu) Trump szybko wydał oświadczenie, mówiąc, że jego celem było „eliminowanie bezpośrednich zagrożeń ze strony irańskiego reżimu".
Trump, jak można było przewidzieć, próbował bagatelizować sprzeczne oświadczenia Kenta, mówiąc, że uznał go za „słabego w kwestii bezpieczeństwa".
Ale jak pisze Taylor, „nie rozbraja się bomby, obrażając ją".
W pewnym momencie śledczy, prokuratorzy i komisje kongresowe będą zgłębiać zarzuty Kenta. Będą mieli powód, aby zadać pytanie, które ostatecznie obaliło Richarda Nixona w erze Watergate: „Co wiedział prezydent i kiedy się o tym dowiedział?"
Pytanie może po raz pierwszy zostać poruszone podczas przesłuchania dyrektorki Wywiadu Narodowego USA Tulsi Gabbard przez komisję kongresową. Będzie musiała pod przysięgą stwierdzić, czy rzeczywiście istniało bezpośrednie zagrożenie.
Taylor postawił inne pytania, które w pewnym momencie się pojawią: „Co prezydent wiedział o irańskich intencjach i możliwościach przed pierwszym uderzeniem? Co powiedział mu wywiad o harmonogramie jakiegokolwiek zagrożenia? Czy zignorował lub odrzucił oceny, które przeczyły decyzji, którą już podjął? Czy świadomie wprowadził w błąd Kongres?"
Tymczasem Kent nie odejdzie po cichu. Ma wystąpić w podcasting circuit, co utrzyma jego zarzuty w wiadomościach.
Taylor przewiduje, jaka będzie reakcja Białego Domu. „Wiem coś o tym, jak ten prezydent radzi sobie z niewygodnymi prawdami. Służyłem w pierwszej administracji Trumpa jako jego szef personelu w Departamencie Bezpieczeństwa Krajowego i zrezygnowałem w proteście z powodu tego, co widziałem. W sprawach życia i śmierci napotkałem prezydenta, którego podejmowanie decyzji dotyczących bezpieczeństwa narodowego było doraźne, impulsywne i często lekkomyślnie obojętne na fakty komplikujące jego preferowany kierunek działania".
Trump „nie rozważał opcji" – dodaje Taylor. „Podejmował decyzje, a następnie domagał się uzasadnień po fakcie, w tym gdy polityki były przewidywalnie niezgodne z prawem".
Ta formuła i ataki na Kenta wyglądają „niepokojąco znajomo" – pisze Taylor. Przewiduje, że inni dołączą do „tego, co zaczyna wyglądać jak pękająca tama".
„Doradcy prezydenta będą nadal atakować Kenta i ograniczać skutki" – pisze Miller. „W rzeczywistości są przerażeni tym, co będzie dalej. W pierwszej kadencji, kiedy ludzie tacy jak ja zaczęli rezygnować w proteście, to nie była aberracja. Stało się to falą. I ta fala wyrzuciła Trumpa z Białego Domu".


