Autor: J.B. Shurk za pośrednictwem American Thinker,
Nadszedł czas, aby Europejczycy ogłosili swoją niepodległość od tyranii klasy rządzącej.
Ameryko, dożyliśmy naszych dwusetnych pięćdziesiątych urodzin. Co dalej? Wróćmy do pracy, aby nasi potomkowie mogli świętować tysiąclecie.
Zapewnienie trwałości Amerykańskiego Eksperymentu jest pracą, w końcu. Ochrona amerykańskich ideałów przed naszymi ideologicznymi wrogami nigdy nie jest łatwa.
Zanim nasz naród ogłosił niepodległość od Wielkiej Brytanii, system amerykański odrzucił całą hierarchię „klasy rządzącej”, która — do dnia dzisiejszego! — nadal sączy się z zainfekowanych ropni Zjednoczonego Królestwa i znacznej części kontynentalnej Europy. Po tym, jak w XX wieku stoczyliśmy dwie wojny światowe, aby uratować Europę przed nią samą, spędziliśmy okres zimnej wojny w pewnym rodzaju otępienia „kumbaja”, podczas którego Amerykanie często utożsamiali przekonania zachodniej arystokracji z tymi, którzy założyli i zbudowali Stany Zjednoczone.
Ale Europa i Ameryka nigdy nie były takie same. Ludzie, którzy budowali Amerykę, porzucili Europę z dobrych powodów. Odrzucili europejskie arystokratyczne lojalności, jej feudalne struktury społeczne oraz fałszywe pretensje, że „elity” o błękitnej krwi są bosko i wrodzenie upoważnione do rządzenia wszystkimi innymi. Deklaracja Niepodległości i Konstytucja USA to nie tylko dokumenty ustanawiające polityczne oddzielenie Ameryki od Brytanii oraz prawne podstawy dla jej nowego rządu. Są to rewolucyjne oświadczenia o zamiarze Ameryki uwolnienia się z pokoleniowego zniewolenia, na którym opierają się monarchie, klasy rządzące i systemy feudalne.
Wzięte razem, Deklaracja i Konstytucja afirmują fundamentalne prawdy, które rządy przez całą ludzką historię próbowały ukryć przed swoimi ludami. Prawdy te obejmują uznanie, że wszyscy jesteśmy równi wobec Boga; tak zwani szlachetni arystokraci nie są bosko obdarzeni ani uprawnieni do otrzymywania większej władzy lub przywilejów niż zwykły człowiek. Co więcej, nasze prawa pochodzą od Boga, a nie od rządu. Arystokraci, urzędnicy państwowi, wybrani przedstawiciele i biurokraci nie mogą dać nam tego, co tylko Bóg zapewnia dla naszego dobrostanu i szczęścia. Dodatkowo, ponieważ rządy są sztucznymi tworami skonstruowanymi przez niedoskonałe istoty ludzkie, są legitymizowane tylko wtedy, gdy ludzie żyjący pod tymi rządami wyrażają zgodę na ich strukturę. Rządy sprawujące władzę wbrew woli ludu są rządami niesprawiedliwymi, wykorzystującymi nielegitymizowane moce. Wreszcie, gdy rządy odmawiają ludziom ich praw nadanych przez Boga, nie zapewniają bezpieczeństwa publicznego, podważają szczęście obywateli, uzurpują sobie moce należące do ludu, nadużywają władzy wobec społeczeństwa lub zagrażają życiu i wolnościom obywateli, lud ma prawo — a nawet obowiązek! — obalić te rządy i zastąpić je nowymi, które z większym prawdopodobieństwem będą chronić życie, wolności i prawa nadane przez Boga.
Te twierdzenia nie tylko odrzucały brytyjską koronę. Odrzucały one legitymację rządów na całym świecie. Książęta usprawiedliwiali swoją władzę nad zwykłymi ludźmi jako wyraz woli Bożej. Twierdząc, że są bezpośrednimi emisariuszami Boga na Ziemi, szlachetni arystokraci uważali się za arbiterów praw i wolności, z których mogli korzystać zwykli ludzie. Rewolucja amerykańska odrzuciła te przesłanki jako jawne kłamstwa. Książęta są obdarzeni tymi samymi prawami co pospólstwo. Prawa i wolności pochodzą od Boga, a nie od elit klasy rządzącej!
Innymi słowy, amerykańska wojna o niepodległość była również wojną, która zagroziła systemom władzy na całym świecie. Jeśli legitymizowane moce rządowe pochodzą bezpośrednio od ludu, to cała feudalna hierarchia zostaje odwrócona. Zamiast piramidy z królem lub królową na szczycie, którzy przydzielają określone moce małemu dworowi lordów, ci z kolei przydzielają kilka mocy wasalom, a oni niewielką część tych mocy chłopom pozostającym w służebności, Deklaracja Niepodległości stwierdza, że władza wypływa z podstawy piramidy, czyli od ludu, a władze rządowe jedynie pożyczają moc ludu jako tymczasowi zarządcy zobowiązani do zabezpieczania i realizowania woli publicznej. Nic na szczycie piramidy nie jest legitymizowane, chyba że dno piramidy wyrazi zgodę. Dwieście pięćdziesiąt lat temu Ameryka wywróciła świat do góry nogami.
Czy którekolwiek z tych amerykańskich przekonań opisują współczesną Europę? Czy niewybierana przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zachowuje się jak ktoś, kto czerpie swoją władzę ze zgody tych Europejczyków, którymi upiera się rządzić? Czy przepisy dotyczące cyfrowej cenzury, które uniemożliwiają obywatelom Zjednoczonego Królestwa i Unii Europejskiej swobodną komunikację ze sobą, chronią ich prawa i wolności nadane przez Boga? Czy rosnące roje europejskich biurokratów piszących nieskończone zasady i regulacje wewnątrz nieodpowiedzialnych instytucji rządowych wydają się szanować wrodzone moce ludu? Czy polityka otwartych granic Europy zapewnia obywatelom europejskim bezpieczeństwo, ochronę i szczęście? Jeśli odpowiedzią na te pytania jest „nie”, czy zwykli Europejczycy nie mają prawa i obowiązku obalenia swoich rządów i utworzenia nowych instytucji zaangażowanych w ich ochronę oraz zachowanie ich wolności? W przeciwnym razie, czy większość biurokracji i instytucji rządowych Europy nie jest całkowicie nielegitymizowana?
Łatwo zrozumieć, dlaczego rządy na całym świecie nie poświęcają dużo czasu na nauczanie młodych studentów o Deklaracji Niepodległości lub rewolucji amerykańskiej. Gdyby to robiły, większość obywateli natychmiast rozpoznałaby własne formy rządów jako uciskające, szkodliwe, niesprawiedliwe i pełne urazy wobec autorytetu Boga.
Dlatego europejscy polityczni „liderzy” odmawiają rozmów o prawach i wolnościach, zamiast tego monotonnie papląc o „demokracji”. Trudno wyjaśnić, jak prawa i wolności mogą być niezbywalne, gdy rządy upierają się przy definiowaniu, przedefiniowywaniu lub ograniczaniu ich zawsze, gdy osoby sprawujące władzę uznają to za konieczne lub wygodne. „Demokracja” z kolei oznacza nic innego jak niebezpieczną tezę, że pięćdziesięciu jeden kanibali może głosować za zjedzeniem czterdziestu dziewięciu swoich sąsiadów. „Demokrację” można nawet wykręcić tak, by oznaczała, że kilkunastu komisarzy europejskich ma prawo wybrać przewodniczącego Komisji Europejskiej, który w jakiś sposób ma prawo stanowić prawo dla całej Europy. Taki układ podważa wszystkie zabezpieczenia niezbywalnych praw i wolności Europejczyków. Określanie faszyzmu, socjalizmu lub monarchii jako „demokratycznych” nie nadaje legitymacji despotycznym formom rządów.
Do dnia dzisiejszego liderzy Europy nie rozumieją Ameryki. Albo rozumieją, ale udają, że Ameryka przyjmuje europejskie „wartości”. Albo patrzą z góry na Amerykę jako na rodzaj dzikiego mieszańca, który sprawdza się jako pies stróżujący, ale pozostaje niezdolny do docenienia godnego poczucia estetyki europejskich „elit”. Szlachetna elita, która rozprzestrzenia swoje rakowate ideologie z Brukseli, robi wszystko, co w jej mocy, aby oswoić i udomowić Amerykę, oczekując jednocześnie, że w każdej chwili sikiemy na dywan. Zakorzeniona arystokracja Europy woli, aby niesforny amerykański pies pozostał na zewnątrz.
Częścią powodu, dla którego jesteśmy „niesforni”, jest jednak fakt, że nasze instynkty polityczne są obce i zagrażające europejskiej strukturze feudalnej, która domaga się totalnej władzy dla nielicznych i zerowej władzy dla wielu. Biurokraci Europy preferują Karola Marksa nad Thomasem Jeffersonem. Arystokratyczne „elity” Europy preferują deklaracje zależności nad amerykańską Deklaracją Niepodległości.
Przyszłość to nie bitwa między rzekomym „demokratycznym” Zachodem a autorytarnymi reżimami świata. Przyszłość to bitwa między feudalnymi formami rządów a systemem amerykańskim, który uznaje rządy za legitymizowane tylko wtedy, gdy są używane do ochrony praw nadanych przez Boga każdemu indywidualnie. Zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, wojna przeciwko tyranii rządowej i o ludzką wolność będzie nadal szaleć. Europejskie i amerykańskie „elity” zrobią wszystko, co w ich mocy, aby pielęgnować publiczną zależność od rządu. Europejczycy i Amerykanie, którzy chcą być wolni, muszą ogłosić swoją niepodległość od Wielkiego Rządu.
Są tacy, którzy dziś wierzą, że Wielkiego Rządu nie można pokonać. To naturalne. Dwieście pięćdziesiąt lat temu nieliczni wierzyli, że amerykańska Deklaracja Niepodległości doprowadzi do klęski Imperium Brytyjskiego. Wojna o ludzką wolność nigdy tak naprawdę się nie kończy. Każde pokolenie musi walczyć o zabezpieczenie swoich praw nadanych przez Boga. Gdy rządy tracą zgodę ludu i podważają wolności ludu, stają się nielegitymizowane. Istnieje tylko jedno publiczne lekarstwo: rewolucja.

