Najnowsze sondaże pokazują gwałtowny spadek poparcia dla prezydenta Donalda Trumpa wśród chrześcijan ewangelicznych — grupy, która pozostawała mu najbardziej lojalna przez trzy elekcje — a eksperci twierdzą, że wynika to z faktu, iż coraz większa ich liczba zaczyna kwestionować jego „kult jednostki" i zastanawia się, czy „musi nadal popierać wszystko, co robi".
Jak donosi Stephanie Ruhle z MSNOW, „Ewangelikanie stali przy Donaldzie Trumpie w grubych i chudych czasach", przy czym ponad 80 procent głosowało na niego we wszystkich trzech wyborach prezydenckich. Większość trwała przy nim nawet przez jego spór z Papieżem. Jednak teraz „jego wpływ na tę grupę może zacząć słabnąć. Niedawny sondaż Reutersa pokazuje, że jego wskaźnik aprobaty wśród ewangelikanów wynosi obecnie 52 procent. W sierpniu liczba ta wynosiła 61 procent." Tuż przed wojną z Iranem wynosiła 69 procent. W marcu 2025 roku była jeszcze wyższa — 82 procent. Innymi słowy, Trump odnotował dramatyczny spadek wśród jednej ze swoich najważniejszych grup wsparcia.
Według gościa Ruhle, dziennikarza McKaya Coppinsa, który spędził 15 lat relacjonując ruch ewangeliczny, aby zrozumieć tę erozję, trzeba przyjrzeć się temu, jak ewangelikanie ewoluowali, by dostosować się do zdecydowanie niechrześcijańskiego zachowania Trumpa.
„W ostatniej dekadzie ewangelickiej polityki zmieniło się kilka rzeczy" — mówi McKay. „Kiedy zacząłem ich relacjonować, chodziło im o wartości rodzinne, charakter, moralne przywództwo. Było to jak biały szum w polityce konserwatywno-społecznej. Słyszało się w kółko to samo. Kiedy Donald Trump pojawił się na scenie, zaczęło się to zmieniać — z oczywistych powodów, Donald Trump wyraźnie nie jest wzorem moralnym, nie jest przykładem chrześcijanina. I tak retoryka zaczęła się przesuwać. Konserwatywy chrześcijańscy, którzy chcieli uzasadnić swoje poparcie dla niego, zaczęli mówić bardziej o populizmie, kwestiach kulturowych, o żalach, o władzy politycznej. I przez jakiś czas ta relacja działała całkiem nieźle."
Dopóki Trump nadal realizował konserwatywne kwestie społeczne, wyjaśnia McKay, umowa ta była podtrzymywana. „Ale Donald Trump wchodzi teraz w fazę kulawej kaczki i nienawidzi, gdy o tym mówimy. To coś, co go gryzie: poczucie, że traci na znaczeniu. Ale tak jest, a ewangelikanie patrzą w przyszłość i zaczynają się zastanawiać: Czy musimy nadal popierać wszystko, co robi? Czy musimy być żarliwi w przestrzeganiu tego kultu jednostki? Może nie."
Według McKaya ewangelikanie zrazili się do Trumpa z powodu wielu kwestii, takich jak wojna z Iranem oraz pytania dotyczące imigracji i uchodźców. Wiele chrześcijańskich organizacji w takich miejscach jak Teksas, Floryda i Tennessee od dawna udzielało pomocy uchodźcom, a brutalny program deportacyjny Trumpa jest „alienujący dla wielu ewangelikanów".
A dla innych, podsumowuje McKay, kwestią może być po prostu to, że „Donald Trump z czasem przestaje fascynować".

