Prezydent Donald Trump postawił się w „słabej" pozycji w swojej wojnie z Iranem – napisała konserwatywna rada redakcyjna Wall Street Journal w analizie opublikowanej w środę.
„Przez dziewięć tygodni zawieszenie broni pozwalało Iranowi dyktować bieg wydarzeń w Zatoce" – napisała rada. W toku wydarzeń, jak argumentowali, sam Iran „może inicjować każdą 'potyczkę' — ostrzeliwując siły USA, sojuszników USA lub statki handlowe — a następnie decydować, kiedy wymiana ognia dobiegnie końca", jednocześnie atakując Izrael za pośrednictwem swoich libańskich pełnomocników z Hezbollahu i wykorzystując tamtejszy konflikt jako „pretekst do sabotowania rozmów ze Stanami Zjednoczonymi".

Przez cały ten czas, jak napisała rada, Trump bagatelizował ofensywy Iranu, nazywając ostrzał żołnierzy USA „błahostką", irańskie bombardowanie lotniska w Kuwejcie „niczym wielkim", a o zestrzeleniu przez Iran śmigłowca Apache wypowiadał się niemal identycznie.
Ostatecznie, jak napisała rada, „Pan Trump ograniczył izraelskie uderzenia i publicznie zapowiedział własne. Kiedy USA mówią 'proporcjonalnie', Iran słyszy 'słabo'. Oferowanie reżimowi takich wskazówek sygnalizuje, że Pan Trump wciąż obawia się powrotu do wojny" — co wszystko razem daje Iranowi szeroki margines do dalszego naruszania zawieszenia broni przy minimalnej lub zerowej odpowiedzi ze strony wojska USA.
„Pan Trump nie będzie chciał tego słyszeć, ale tańczył tak, jak mu Iran zagrał" – podsumowała rada. „Będzie musiał się od tego oderwać, albo przejdzie do historii jako ten, który politycznie przegrał wojnę, mimo wczesnych sukcesów militarnych."
Dzieje się to w momencie, gdy najnowsza runda rozmów mających na celu zakończenie wojny kończy się niepowodzeniem, a nowe dane gospodarcze wskazują na ponowny wzrost inflacji, podczas gdy Cieśnina Ormuz i znaczna część światowych szlaków transportu ropy pozostają zablokowane.

