Felietonista New York Times Jamelle Bouie argumentował, że w obaleniu przez prawicowy Sąd Najwyższy USA jednego z najważniejszych osiągnięć amerykańskiej demokracji kryje się ponura ironia.
Konserwatywna większość poważnie osłabiła Sekcję 2 Ustawy o Prawach Wyborczych decyzją 6-3 w sprawie Louisiana v. Callais, orzekając, że ochrona reprezentacji mniejszości na mapach okręgów kongresowych jest niezgodna z konstytucją. Bouie w nowym felietonie zatytułowanym „prawo, które nienawidzą, było szczytem w naszej historii" argumentował, że zdradzili oni wartości demokratyczne.

„Ustawa o Prawach Wyborczych z 1965 roku nie była odgórnym dyktatem zbuntowanego, liberalnego Sądu Najwyższego — o ile coś takiego kiedykolwiek istniało" — napisał. „Nie była ona pomysłem oderwanych od rzeczywistości biurokratów w Waszyngtonie, ani żadnym rodzajem militarnego rozwiązania narzuconego stanom byłej Konfederacji."
„Była natomiast osiągnięciem najskuteczniejszego ruchu społecznego w powojennych Stanach Zjednoczonych" — dodał felietonista. „Ustawa o Prawach Wyborczych ożywiła amerykańską demokrację i jest jednym z jej wielkich osiągnięć."
Szybka reakcja republikańskich legislatur stanowych na orzeczenie sprawiła, że przełomowe prawo wydawało się narzucone przez zewnętrzną siłę, jednak Bouie powiedział, że była to zamiast tego wieloletnia praca oddolnych działaczy, którzy ryzykowali życiem, aby zabezpieczyć swoje podstawowe prawa, a ustawa została podpisana przez prezydenta wybranego w jednym z największych osuwisk wyborczych w historii USA i wielokrotnie ponownie zatwierdzona przez Kongres.
„Jeśli istnieje jakiekolwiek pojedyncze prawo, o którym można wiarygodnie powiedzieć, że reprezentuje ogólną wolę narodu amerykańskiego, to może nim być to, które było potwierdzane niemal co dziesięć lat przez 40 lat przez przedstawicieli narodu" — argumentował Bouie. „To nie jest tylko historyczny punkt czy błaha ciekawostka. Jest to istotne. I to właśnie pokazuje, jak rażąca jest kampania sądu przeciwko temu prawu."
Ustawa o Prawach Wyborczych była wysiłkiem na rzecz wypełnienia obietnicy 15. Poprawki do Konstytucji, będącej samą w sobie wynikiem ofiar poniesionych w wojnie domowej, aby uczynić demokrację realną dla wszystkich Amerykanów — argumentował Bouie, który z goryczą odnotował ironię w tym, że właśnie ten sąd cofa te z trudem zdobyte osiągnięcia.
„Ustawa o Prawach Wyborczych ma więcej — o wiele więcej — demokratycznej legitymizacji niż Sąd Najwyższy kiedykolwiek cieszył się" — napisał Bouie. „W końcu większość konserwatywnej większości tego sądu została mianowana przez prezydentów, którzy objęli urząd jako zwycięzcy Kolegium Elektorów, ale nie głosowania powszechnego."
„To właśnie ta względna różnica w demokratycznej legitymizacji sprawia, że orzecznictwo tego sądu w zakresie praw wyborczych jest tak oburzające" — dodał.